Aktualności

3 marca odbyło się moje spotkanie z czytelnikami w Bibliotece Publicznej im. Wacława Wernera w Brwinowie.

Mocno się ono przedłużyło. Okazało się, że wśród jego uczestników moje książki były już w obiegu i zostały ze zrozumieniem przeczytane. Wypowiedzi brwinowskich czytelników wiele mnie nauczyły i dodały skrzydeł. Życzę innym autorom takich spotkań. …Zobacz więce

26 lutego też spotkałam się ze słuchaczami Węgrowskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku.

Komentując to spotkanie powinnam użyć takich samych określeń, jakich użyłam przy podsumowaniu spotkania w Karczewie. Atmosferę spotkania ilustrują zdjęcia.

22 stycznia spotkałam się ze słuchaczami Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Karczewie.

Spotkałam się z wyjątkowo serdecznym przyjęcie i doskonałym zrozumieniem problemów poruszanych w moich dotychczas napisanych książkach. Spotkanie dało mi dużo energii do dalszej pracy. Tym razem nad czwartą książką.

Poniższy tekst ukazał się w wydaniu zielonogórskim Gazety Wyborczej z dnia 6 grudnia 2019 r.

Wiadomości z Zielonej Góry

Miłość w Zielonej Górze w czasach Zastalu i PGR-ów [ROZMOWA]

Rozmawiał Filip Ziarek

6 grudnia 2019 | 06:31

Pamiętam, jak na moim zielonogórskim podwórku kilkuletnim dzieciom wpajano zasadę odpowiadania na wszystkie pytania nieznajomych słowami „nie wiem” – opowiada Halina Grochowska, autorka powieści „Poprawiny”.

Pisarka Halina Grochowska urodziła się w Zielonej Górze w 1952 r. W swoim rodzinnym mieście spędziła pierwsze 20 lat życia. Wyprowadziła się na Śląsk, pracowała w Hucie Katowice oraz jako nauczycielka w Jaśle. Gdy przeszła na emeryturę, zamieszkała pod Siedlcami na Mazowszu. Do tej pory wydała trzy książki: „Pokłon” (2013), „Poklask” (2015) i „Poprawiny” (2018). W tej ostatniej, nagrodzonej Wawrzynem Lubuskim, bohaterką jest dziewczyna, która szuka szczęścia w Zielonej Górze. PRL, lata 70. i 80., wcześniej dekada Gierka, potem strajki i wybuch „Solidarności”. I codzienne życie.

Rozmowa z Haliną Grochowską.

Filip Ziarek: Poświęca pani dużo czasu na pisanie?

Halina Grochowska: O wiele mniej, niżbym chciała. Mąż jeszcze pracuje. Do tego prawie hektarowe gospodarstwo i babcine zobowiązanie, że w razie potrzeby, np. kataru któregoś z wnucząt, czym prędzej jadę do nich.Bywa, że wstaję od klawiatury, żeby na chwilę odetchnąć i zrobić coś koło domu. Zanim zrobię jedno, drugie i trzecie, mija kilka godzin i jest wieczór.

Pisać zaczęła pani dopiero na emeryturze.

– Bo wreszcie mogłam zabrać się do pisania, od dawna o tym marzyłam. Nie było już konieczności mojego gonienia za groszem. Dochody moich dzieci stały się na tyle wysokie, że uznałam, że mogę zaryzykować podjęcie z założenia niepłatnego, planowanego na miesiące i lata zajęcia.

Po przejściu na emeryturę zyskuje się dużą swobodę wypowiedzi. Nie ma już obawy, że wyrażone słowem pisanym poglądy i wynurzenia nie spodobają się szefostwu i zaszkodzą w pracy.

Jesień życia to dobry czas na twórczość?

– Mam skojarzenie z jesiennymi pracami w ogrodzie. Właśnie teraz, w listopadzie, kiedy już większość warzyw skończyła na stole albo w piwnicy, wyrastają z niezgrabnych, zdawałoby się, niewydarzonych badyli maleńkie główki brukselki. Podobnie wspomniani przez pana światowej sławy twórcy. Malarze, rzeźbiarze, kompozytorzy, poeci, pisarze, którzy dopiero w jesieni życia pokazali światu najsmaczniejsze owoce swojego istnienia. Właśnie wtedy, kiedy już nikt się po nich żadnego sukcesu nie spodziewał…

Miałam ochotę opowiedzenia i wykrzyczenia światu o wszystkim, co było dla mnie niezrozumiałe i bulwersujące z dzieciństwa i młodości, a co było zalukrowane i pominięte w literaturze czy filmie tamtych czasów. Uprzedzam z góry swoich czytelników o tym, że te fragmenty moich książek, które wydadzą się bardzo ponure i bulwersujące, akurat odzwierciedlają prawdę.

Jaką?

– Daleko idącą przemoc wobec kobiet i dzieci, brak szacunku wobec własności publicznej, brak zaufania do jakiejkolwiek władzy. Mało kto pamięta, że w latach powojennych przywołanych w „Pokłonie” i „Poklasku” jedynym sposobem na zapomnienie o smutkach było upijanie się. Natomiast podstawową metodą wychowawczą – używanie poniemieckiej dyscypliny, paska czy nawet rzemienia.

Pamiętam, jak na moim zielonogórskim podwórku kilkuletnim dzieciom wpajano zasadę odpowiadania na wszystkie pytania nieznajomych słowami „nie wiem”. Później skojarzyłam sobie, że prawie w każdym domu chowano sekrety, których wyjawienie mogło przynieść więzienie i represje.

To były niebezpieczne czasy…

– I dziwne czasy! Długo dociekałam, dlaczego zupełnie inteligentna i przytomna osoba z tamtych czasów wygłaszała następujące słowa: „Mojego tatusia Stalin kazał zastrzelić, bo był bogaty. Wtedy trzeba było bogatych pozabijać, żeby wprowadzić sprawiedliwość i bogactwa rozdać biednym”.

To objaw wyparcia strasznych wspomnień, strachu i indoktrynowania. Po przeczytaniu kilku pozycji i obejrzeniu filmów dokumentalnych ze wspomnieniami i relacjami osób skrzywdzonych przez stalinizm i faszyzm zdałam sobie sprawę, jakie mechanizmy obronne wytwarza nasza dusza, żeby można było po ciężkich przejściach wrócić do spokojnego życia.

Mamy trzy książki pani autorstwa. Najnowsza z nich dała Lubuskiego Wawrzyna.

– To mnie uskrzydliło, dodało dużo energii do dalszej pracy. Statuetką jest przepiękne, umieszczone na podstawce pióro. Wyobrażam sobie, że pochodzi od skrzydła, które powinno unieść. To skrzydło anioła nazwanego „Weną”.

W „Poprawinach” przenosimy się do Zielonej Góry lat 80. i Łagowa.

– Moje obydwie poprzednie książki zostały napisane na podstawie doświadczeń z dzieciństwa i młodości, które spędziłam w Zielonej Górze. Gdy byłam 20-latką, przeniosłam się na Śląsk.

Chcąc nie chcąc, zawsze powracam do moich wspomnień stamtąd. Gdy przypominam sobie najbardziej bulwersujące chwile z mojego życia, które przez pisanie chcę sobie przypomnieć, to zawsze wracam do Zielonej Góry. Ciągle do nich powracam.

Przeniosłam swoje doświadczenia z Huty Katowickiej, w której przez lata pracowałam, na te miejsca. Można powiedzieć, że chwile, które przeżyli bohaterowie z Zuzanną na czele, to te z mojego życia. Żaby z płetwami, obiekt westchnień dziewcząt na obozie pracowniczym w Łagowie, też pojawiły się w moim życiu. Jest zielonogórski Zastal i losy jego pracowników. Jest też Polska Wełna i nowosolski Dozamet. O tym, jak się tam pracowało, o czym rozmawiali pracownicy w tamtych czasach, wiem z relacji znajomych.

Wspomina pani m.in. o wydarzeniach zielonogórskich z 1960 r.

– Pamiętam palące się auta, ludzi, którzy zbierali się tam przeciwko władzy. Ale o tym chciałabym napisać w przyszłości.

W powieści widać silny kontrast między wsią a miastem.

– Przedstawiłam Polskę Ludową w PGR. Postawę, że państwowe to nasze. Miałam dużo do czynienia z osobami pochodzenia wiejskiego, z typowymi dla wsi nawykami i postawami. Bo musi być zrobione, na czas i dokładnie. Solidność, słowność czy odpowiedzialność były obce miastowym cwaniakom. Na wiosce dziecko od małego wiedziało, że praca musi być zrobiona i tyle.

PGR dla miastowych był przekleństwem. O ludziach, którzy tam pracowali, mówiono z pogardą, to wszystko jest w „Poprawinach”. I te osoby pamiętają o tym do teraz. Na spotkaniu autorskim w Nowej Soli, gdy mówiłam o rozkułaczaniu, jedna osoba się rozpłakała. Typowym podejściem aktywistów komunistycznych po wojnie było zmuszanie rolników, żeby wstąpili do spółdzielni. To była prymitywna przemoc. Ludzie powojenni nie znali się na psychologii, nie byli w stanie się przeciwstawić.

Czytam w książce: „Ktoś życzliwy poradził jej zatrudnić się w Zielonej Górze w zakładzie włókienniczym Polska Wełna posiadającym przyzakładowy żłobek i przedszkole. Dojechała do miasta o godzinie czwartej rano. Na dworcowej poczekalni znalazła ławeczkę, na której usnęła z dzieckiem w ręku. Z pieniędzy jej nie okradli, bo trzymała je głęboko pod koszulą, ale bułki i śliczna wełniana chusta do otulenia się zniknęły”.

– Jeżeli trzeba było wytłumaczyć pustki na sklepowych półkach, zwalano winę na wieś. Że kułacy kradną żywność, że chowają ją dla siebie. I odwrotnie. Na wsi rozumiano, że miastowi mają łatwą pracę, bo siedzą w biurze. Na wsi w mojej okolicy do teraz mówią, że praca biurowa to żadna praca. Przecież siedzą tam po osiem godzin. Wiejscy zazdroszczą płatnych urlopów, wolnych niedziel, świąt i chorobowego. Ci, którzy mają gospodarstwo, nie mogą sobie na to pozwolić. Muszą dopilnować wszystkiego niezależnie od dnia.

Pewnego razu próbowałam wytłumaczyć pewnej kobiecie, że najlżejszą pracą w mieście jest sprzątanie, bo się nie odpowiada, nie myśli, w głowie się nie kręci. Pani bardzo się zdziwiła.

Fragment „Poprawin”, rozmowa w autobusie o wsi i mieście, również byłaby aktualna dzisiaj. Gdy odwiedzają mnie znajomi z miasta, zachwycają się pięknymi, pachnącymi kwiatami czy smakiem pysznej zupy z warzyw bez chemii rosnących w przydomowym ogródku. Ale nie widzą tego, ile godzin trzeba poświęcić, żeby to wszystko mieć.

Poznajemy losy małżeństwa zielonogórzanki Zuzanny, pracownicy Zastalu, i inżyniera ze wsi, Józka.

– Widzimy, jak Zuzanna powoli dojrzewa, odnajduje wybranka swojego serca pochodzącego ze wsi. Zakompleksiona dziewczyna wybrała go na swojego męża, miała pretekst, żeby pokazać światu, na kogo ją stać. Józek czasami jest nazywany dyrektorem, choć nim nie jest, lecz bywa. Szczególnie przeciwko jego małżeństwu z Zuzią jest jego matka, która nie akceptuje dziewczyny. Ta w jej mniemaniu ma dwie lewe ręce i nie jest materiałem na żonę dla jej syna. Czego mocny wyraz daje podczas kończącego książkę wesela.

Czy będą następne powieści?

– Tak, zamierzam dalej ciągnąć bardzo ciekawy wątek życia w PRL.

Dalej pozostaniemy w regionie lubuskim?

– Tego do końca nie wiem. Moja czwarta książka też będzie przedstawiała wydarzenia z zielonogórskiego podwórka. Ciągle uparcie wracam myślami do dzieciństwa i młodości.

Z tęsknotą śledziłam spacer winiarski śladami Matyldy, bohaterki książki „Winne miasto” Zofii Mąkosy. Trasą, którą sama wydeptywałam 50 lat temu.

Z drugiej strony na Podlasiu z roku na rok mam coraz więcej przyjaciół, coraz lepiej znam te tereny i dorastam do tego, żeby były one tłem mojej piątej książki.

14 listopada – wieczór autorski w Bibliotece Publicznej w Świebodzinie.

Ucieszyłam się z obecności na spotkaniu Zosi Mąkosy – Laureatki Lubuskiego Wawrzynu Literackiego 2017. Skorzystałyśmy z okazji, by wymienić się egzemplarzami swoich książek.

Powinnam znów wyrazić zachwyt starannym przygotowaniem spotkania przez organizatorów i pełnym zrozumienia i szczerości kontaktem z uczestnikami. Uważam, ze ukazują to zdjęcia.

13 listopada 2019 wieczór autorski w WiM Bibliotece Publicznej im. Zygmunta Herberta w Gorzowie Wielkopolskim.

W Bibliotece Herberta w Gorzowie spotkałam się z serdeczną gościnnością organizatorów. Zaopiekowała się mną Ewa Pisula. Na spotkaniu autorskim wywiązała się bardzo budująca i rzeczowa dyskusja.

13 listopada spotkam się z czytelnikami w WiM   Publicznej  Bibliotece im. Zbigniewa Herberta w Gorzowie Wielkopolskim, natomiast następnego dnia 14-go mam wieczór autorski w Bibliotece Publicznej w Świebodzinie. Na oba spotkania serdecznie zapraszam.

Prowadzący spotkanie Tomasz Małek wykazał się doskonałym zrozumieniem przeczytanych moich książek i umiał odgonić moją tremę. Takich prowadzących życzę wszystkim autorom.

Zdjęcia z poniższej galerii pochodzą z zasobów Miejskiej Biblioteki Publicznej  w Nowej Soli.

Zaproszenie do Miejskiej Biblioteki Publicznej w Nowej Soli na spotkanie autorskie w dniu 24 października o godzinie 17.30.





Bardzo miłe spotkanie z czytelnikami miałam w Bibliotece Publicznej w Łosicach. Poprowadził je Łukasz Wawryniuk. Zdjęcia zrobił Włodzimierz Markiewicz. Obydwóm serdecznie dziękuję.

Serdecznie zapraszam.

W numerze 40 (1148) 2019 tygodnika „Co słychać” ukazał się tekst Redaktora Naczelnego Zbigniewa Piątkowskiego a na You Tube film

Życie w dosycie

Tak więc spotkaliśmy się z powodu pisania, a szczególnie literackiego pisania, bo tutaj w Mińsku i w okolicach tych pisarzy i poetów nie za wiele. A jeśli  już piszą to się ukrywają. Halina Grochowska – Ślązaczka z urodzenia i Podlasianka z wyboru – miała marzenie o pisaniu od zawsze, choć rozsądni rodzice nakierowali ją na technikum, a później na politechnikę. Pracując w zawodzie elektryka cały czas myślała, kiedy wreszcie zacznie pisać…
Jako kobieta niezależna finansowo nie liczy na żaden zarobek. Może sobie pozwolić na ryzyko włożenia wysiłku bez zapłaty, choć miło byłoby coś  sprzedać.
Może te książki wzięły się z tej miłości? – Może coś w tym jest, ale na pewno wzięły się ze spokoju. Jeżeli ma się ważne problemy rozwiązane, to zacznie się pisać. Właśnie chodzi o pokój z własnym kluczykiem i święty spokój.
A co z weną? Twierdzi, że nic za darmo, bo wenę trzeba zdobyć. To nie jest żadna tajemnica. Na wenę potrzebny jest nawyk codziennej pracy – najlepiej o jednakowych godzinach w jednakowym miejscu i kilka tygodni przeganiania lenia, czyli siadania do pracy.
– Siadam, ale przejrzę sobie internet, zobaczę co w programie telewizyjnym, zobaczę to, może gdzieś zadzwonię… – wątpię w takie rozwiązanie.
– To są pułapki, sama w nie wpadam. Lepiej więc wszystko wyłączyć i pisać.

Pani Halina wydała trzy tomy powieści i wszystkie na P, czyli Pokłon, Poklask i Poprawiny. Tytuły nie są obojętne przede wszystkim semantycznie i znaczeniowo. W pierwszej oddała pokłon osobom, które były rodzicami od razu po wojnie i miały wyjątkowo ciężko.
Poklask to liceum okresu stalinowskiego, kiedy większy szacunek miało kółko studiowania życiorysów Bolesława Bieruta i Stalina niż kółko szachowe.
W Poprawinach zaś chciała dać satysfakcję czytelnikom, którzy bardzo często pytali się o dalsze losy wymienianej i w jednej i drugiej książce Zuzi. Więc trzecia część jest lekko romansowa, bo opisująca związek dziewczyny z miasta z chłopakiem z PGR-u.

Nie zamierza na tym przestać. W najbliższym planie ma dwie książki. Będzie pisała, choć się nie opłaca. Może dlatego, by poczuć wielką wewnętrzną  satysfakcję. Zwłaszcza wtedy, gdy ma kontakt z czytelnikami, którzy przeczytali i zrozumieli…

Z przyjemnością znowu wzięłam udział w Narodowym Czytaniu Nowel Polskich

Mam za sobą Lubuski Czwartek Literacki, który odbył się 16-go maja w Zielonej Górze. Jeszcze dzisiaj jestem pod wrażeniem wspaniałej atmosfery i staranności z jaką przygotowano imprezę. Uważam że zamieszczone zdjęcia też o tym świadczą. Należą one do zbiorów Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki
Publicznej im. Cypriana Norwida w Zielonej Górze

16 maja w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej im.C.Norwida Bibliotece im K.C. Norwida w Zielonej Górze odbędzie się mój Czwartek Lubuski
Zapraszam serdecznie na16 maja, na godz. 18.00, do Klub Pro Libris im. Andrzeja K. Waśkiewicza

Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. C. Norwida, aleja Wojska Polskiego 9, 65-077 Zielona Góra, Polska

Wypowiedź Przewodniczącego Kapituły Konkursowej 25 Lubuskiego Wawrzynu Literackiego prof. Jerzego Madejskiego zamieszczona w pierwszym tegorocznym numerze Pegaza Lubuskiego może okazać się dla mojego pisania przełomowa. W powyższym numerze można przeczytać obszerny fragment nagrodzonych „Poprawin”.

Miło rozmawiało się z Panią Redaktor Tygodnika Siedleckiego Anetą Abramowicz na temat nagrody dla powieści „Poprawiny” i trudów pisania po 60 – tym roku życia….Zobacz więcej


Pierwszy wywiad na temat Lubuskiego Wawrzynu Literackiego przeprowadził ze mną Pan Redaktor Krzysztof Czarnecki z Gazety Podlasia . Dziękuję

http://www.siedlce-zwiedzanie.pl/ksiazki.htm

Otrzymałam od Mojego Wydawnictwa bardzo kolorową i radosną laurkę. Jest ona jakby obrazkiem z kolorowego snu. Ślicznie dziękuję!

8 marca

w Miejsko-Gminnym Ośrodku Kultury w Mordach jednego wieczoru  odbyła się impreza z okazji  Dna Kobiet i Dnia Mężczyzn. Poza pokazem spektakli teatralnych, kabaretów, recytacji i chórów, także dla mnie znalazło się miejsce w programie imprezy. Poproszono mnie o pochwalenie się moim Lubuskim Wawrzynem Literackim. Zrobiłam to bardzo chętnie, bo właśnie w M-Goku Mordy zawsze otrzymywałam najwięcej wsparcia dla mojego pisania.

28 lutego

na uroczystej gali w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Cypriana Norwida w Zielonej Górze (moim ukochanym rodzinnym mieście trzymałam za moją powieść „Poprawiny” Lubuski Wawrzyn Literacki.

21 luty Grodzisk Mazowiecki


Spotkanie ze słuchaczami Uniwersytetu Trzeciego Wieku Grodziska Mazowieckiego odbyło się w sali kinowej Domu Kultury. Jej wielkość nie przeszkodziła w wytworzeniu się swojskiej, kameralnej atmosfery

Dziękuję organizatorom spotkania w Saloniku Literackim za zaopiekowanie się i stworzenie miłej atmosfery sprzyjającej szczerej i ciekawej dyskusji.  Więcej przeczytasz tutaj

http://www.bppragapd.pl/z-zycia-biblioteki/n,zycie-codzienne-w-powiesciach-poklon-poklask-poprawiny-spotkanie-w-saloniku-literackim-1

Znów, tak jak ponad trzy lata temu mam gościć w SALONIKU LITERACKIM Biblioteki im. Jana Rumla Dzielnicy Praga Południe w Warszawie

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 49748515_2386223794786324_7383429595099299840_n.jpg

Trzy niezapomniane listopadowe wieczory pod rząd spędziłam  w „mojej bibliotece” – Miejsko – Gminnej Bibliotece         Publicznej im. Ireny Ostaszyk w Mordach.

 

   21 listopada natomiast zebraliśmy się w bibliotece uczcić kończący się już uchwalony przez Sejm Rzeczpospolitej Polskiej rok Zbigniewa Herberta.

 https://mordzkieoko.wordpress.com/

 

 

Dwa dni po moim spotkaniu autorskim byłam na Imieninach u Ireny  ze śpiewami, występem grupy Babie Lato i projekcją filmu Zbigniewa Piątkowskiego ” Wierna córa Podlasia”.

 

Pierwsze spotkanie z czytelnikami poświęcone mojej trylogii („Pokłon:, „Poklask” i „Poprawiny” odbyło się w mojej Gminno-Miejskiej Bibliotece Publicznej im.Ireny Ostaszyk w Mordach. Będę ten wieczór pamiętać

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 45693315_2290368534326152_7584675158246293504_n.jpg
 

       NARODOWE CZYTANIE „PRZEDWIOŚNIA” W MORDACH  8 września 2018 r.

W kolejnym święcie narodowego czytania z satysfakcją raz wzięłam czynny udział.

                                      

     Pierwszy wywiad dotyczący „Poprawin” udzieliłam Panu Krzysztofowi Czarneckiemu.13Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Piątkowski-1024x582.jpg

 

Dla przeczytania dalszego ciągu tekstu kliknij tutaj    Tekst w Gazecie Podlasia

                                                             Biblioteka w moim Czepielinie ma już 35 lat

                                                                          Miałam zaszczyt być na jej uroczystym przyjęciu urodzinowym.

                                                                                      Warszawskie Targi Książki

  Miło mi przeczytać pierwszy raz publicznie wymieniony tytuł mojej trzeciej, będącej dopełnieniem trylogii książki zatytułowanej „Poprawiny” . Poniżej przytoczyłam wpis z listy wydarzeń dziewiątych  Warszawskich Targów Książki .

11.40–12.10 Halina Grochowska
Spotkanie z autorką książek „Pokłon”, „Poklask” i „Poprawiny”
Organizator: Wydawnictwo NOVAE RES
Miejsce: stoisko 82/D12
 
 

   21 marca 2018r. Wykład na temat PRL- owskiej przeszłości   w moim „Pokłonie” i „Poklasku” na Uniwersytecie Trzeciego Wieku w Piasecznie.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie H.Grochowska-plakat-724x1024.jpg

                                                    Bal charytatywny Wschodniej Izby Gospodarczej

   Tak, jak rok temu miałam okazję udzielić się charytatywnie. Tym razem,  jako jeden z gości III ej Gali Biznesu Wschodniej Izby Gospodarczej   śledziłam na niej aukcję  przedmiotów , wśród których, były  egzemplarze moich, dotychczas wydanych książek – ” Pokłonu” i „Poklasku”.  Wylicytowana kwota wydała mi się tak wysoka, że nabrałam ochoty napisania następnej czwartej.  Moja trzecia książka ” Poprawiny” jest już na ostatnim etapie procesu wydawniczego i niebawem ją zaprezentuję.