„Poklask” to obrazki z życia ludzi żyjących w rzeczywistości PRL. Niczym kadry na czarno-białej kliszy autorka uchwyciła zdarzenia naznaczone piętnem tamtych trudnych i szarych lat. Te większe i poważne, jak walka z reżimem, propagandą i indoktrynacją, powojenna partyzantka, nieuczciwe procesy i masowe aresztowania, ale też te mniejsze, codzienne: prace chałupnicze, paczki z Ameryki, szkolne wybryki, pierwsze miłości, małe sukcesy. Książka ma wielu bohaterów: grono pedagogiczne szkoły, uczniów działających w ZMP i ZMS, organizujących apele „ku czci”, pracowników nowo wybudowanego kombinatu, junaków z SP walczących o przodownictwo pracy, matki i ojców próbujących zapewnić lepszy byt rodzinie. Wszyscy oni jednym głosem zaświadczają o tych okruchach prawdy na temat Polski lat pięćdziesiątych, sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku.

      Fragmenty

  

    „ Czas od czasu, wypowiadał się na temat rozumienia słowa matematyka. Można byłoby je podsumować w następujący sposób.

Matematyka –utrapienie dla uczniów, którym wydaje się trudno przyswajalna, nudna i zupełnie niepotrzebna wtedy, kiedy opanowało się biegłość w dokonywaniu podstawowych, potrzebnych w codziennym życiu rachunków

. Matematyka – powód uczniowskich niegodnych wykrętów zastosowanych żeby uciec od przebrzydłej znienawidzonej lekcji albo po to żeby nauczyciel zlitował się i odpuścił.

Matematyka – potrzeba niesamowitych wynalazków i wyrafinowanych metod na odpisywanie . Przyczyna uzbrajania marynarek na maturę w specjalne kieszonki i zakładania podwiązek z gumką dobrze trzymającą ściągawki.

Matematyka – błogosławieństwo dla uzdolnionego w jej kierunku i chętnego żeby ją polubić dziecka. Takiego z biednej rodziny, której nie stać na korepetycje z języków obcych, muzyki albo na płatne zajęcia sportowe. Wykazany i rozwinięty pracą talent wyprowadzi daleko od rodzinnej nędzy, bo nawet do elit przemysłowo- gospodarczych świata.

Matematyka – umiejętności mniej i bardziej rozwinięte, pozwalające na prowadzenie gospodarstwa domowego, banków i międzynarodowych rozliczeń finansowych.

Matematyka – mocna strona Polaków, którzy złamali szyfr enigmy, co znacznie przyśpieszyło zakończenie drugiej wojny światowej.

Matematyka – posiadaczka metod pozwalających przewidzieć i wytłumaczyć nawet takie wydarzenia losowe i przyrodnicze, o których dotychczas sądzono, że to kara boska albo„Pan Bóg kule nosi”.

Matematyka – nauka pozwalająca pokonać przestrzeń, geograficzną kosmiczną i podobno w przyszłości i czasową.

Matematyka – dziedzina wiedzy przybliżająca takie pojęcia jak nieskończoność, nicość ( piekło?), Inne byty (niebo?) I wymiary (może czyściec?).

Matematyka – droga prowadząca do zrozumienia …STWÓRCY?

Ta ostatnia myśl powodowała, że skromny sponiewierany przez wojenny los nauczyciel przypisywał nauczanemu przez siebie przedmiotowi znaczenie boskie.

Uczniowie uzdolnieni szybko stawali się pupilami nauczyciela. Pod warunkiem podzielenia jego pasji. Sam miał jej tyle, że tylko w każdym roczniku zamiłowanie do przedmiotu przejmowało ją zaskakująco wielu, kończących później politechniki i zasilających najlepsze kadry specjalistów. Takie, które przyczyniły się do rozwój gospodarczego zrujnowanego przez wojnę i rozszabrowanie kraju.”

.

 

   „Wojciech i część uczniów uznało że najlepiej byłoby rozwinąć się w takim kierunku – żeby władzom albo ogłupiałym aroganckim działaczom społeczno politycznym było nic do tego. Mylili się co do tego że da się chwycić wiatr w żagle i obrać dla siebie zupełnie bezpieczny kurs, bo nawet metoda uzyskania koniecznego przy królewskiej grze wyciszenia duszy mogła zostać przez władze uznana za szkodliwe wstecznictwo.

  Otóż myśli w czasie trwania szlachetnej gry nie mogą się kłębić. Mają być spokojne jak wody jeziora w bezwietrzną pogodę. Bez jednej fałdki. Cudowny twór, jakim jest umysł, może wtedy ujawniać swoje największe możliwości, a przywołane w chwili medytacji siły przyjdą z pomocą.

 Zdaniem Wojciecha sposobem na uzyskanie takiego uspokojenia się jest….modlitwa. Do tego Boga, w którego się wierzy. W jakimkolwiek obrządku. Ważne by była szczera, żarliwa i pomogła uzyskać przychylność sił nadprzyrodzonych albo i innych jeszcze nie znanych, nie określonych pomocnych dla uzyskania koniecznej równowagi.

 Poglądów na temat dobrodziejstwa modlitwy albo medytacji nie mógł wygłosić ani w świetlicy, w której prowadził zajęcia, ani w klasie na lekcji. Przynajmniej w okresie nauczania roczników przypadającego na okres stalinizmu.

 Uczeń zezłoszczony oceną niedostateczną z jego przedmiotu matematyki mógłby przekręcić słowa i donieść gdzie trzeba. Skołowani materializmem dialektycznym aktywiści oskarżyliby o sianie zabobonów i sprzyjanie „wszetecznym działaniom klerykalizmu”. Nic to, że wcale nie był religijny, bo wojenne przeżycia zrodziły w nim wątpliwości, co do słuszności boskich decyzji.

  Publicznie miał prawo powiedzieć o psychicznym komforcie i równowadze systemu nerwowego – pojęciach dla przedstawicieli aktywu niekoniecznie znanych i rozumianych, Broń Boże nie uchodziło snuć rozważań o metafizyce albo religiach.

  Miał czasem ochotę na to by wykręcić się od obecności na wiecu albo na zebraniu – bo niby turniej, jedyna możliwość przygotowania ucznia do szachowego meczu, albo przedturniejowe zebranie szachistów, ale się bał. Narazić się na podejrzenie o niewłaściwą postawę wobec czegokolwiek, co reprezentowała nowa siła narodu to tak, jakby podpaść funkcjonariuszom Świętej Inkwizycji.

 Jeszcze rok temu trzeba było przeboleć to, że dużo większy poklask władz miało Kółko studiowania życiorysów Stalina i Bieruta niż Kółko Szachowe.

 

 

     „Dwóch kolegów wysłanych „na górę ” podsłuchało wesołe pokrzykiwania i podzwanianie szkła – raczej szklanek i kieliszków niż talerzy i wróciło do towarzystwa z komunikatem

– „ już można”.

  Młodzież poczuła, że wreszcie nastąpił jeden z takich momentów, dla których zapisywali się do nowej słusznej, powstałej na bazie ZMP, organizacji ZMS.

– Bez różnicy jak się nazywa organizacja – mówili młodzi prowadząc agitację – jeśli będą możliwości wyjazdowo- szkoleniowo- rekreacyjne.

– Takie koedukacyjne. Z noclegami… Takie słowa kusiły wizją najciekawszej zabawy i przynosiły sukcesy w pracy agitacyjnej doświadczonych członków zespołu propagandowego.

Ochotnicy walki z zrzuconym przez amerykańskich imperialistów szkodnikiem nie rozczarowali się co do charakteru wyjazdu.

„Młodzież już mogła poczuć się swobodnie, bo „ oni „ już bardzo wesoło biesiadowali. Z takim komunikatem wrócił wysłany pod drzwi pokoju wychowawców następny patrol zwiadowczy.

Wychowawcy zdawali sobie sprawę z tego, że podopieczni wcale nie śpią jak i z tego, że bez umożliwienia im chwil nieskrępowanej obecnością zabawy, nie da się na drugi raz skompletować tak sporej brygady na wyjazd.

  „Dyrektor Szpak na słowa o szafach z tej firmy aż się wyprostował w swoim fotelu..

  – Meble stamtąd! – Jak je załatwili? Właśnie żona dyrektora Szpaka z źle ukrywaną zazdrością wspominała o pięknych i jakże nowoczesnych meblościankach z tamtej firmy. Kłuły w oczy, bo stały w mieszkaniu siostry. Potrafił obrotny szwagier Felek je załatwić, chociaż wcale nie był dyrektorem, tylko referentem.

 – Żeby tak skołować talon… Może właśnie pojawiła się okazja na znalezienie dojścia!  Ostatkiem świadomości powstrzymał się przed zadaniem pytania właśnie o możliwość zdobycia takiej meblościanki. W obecności pozostałych dwóch uczniów i koleżanki, która była ich wychowawczynią ujawnianie się z takimi zainteresowaniami nie byłoby rozsądne.Jeżeli trzymają w domu niemiecką encyklopedię i kupują sprzęty z Tartacznej, to trzeba by odnaleźć w dzienniku lekcyjnym w rubrykę zawód ojca. Lepiej wiedzieć, z kim się ma do czynienia i jakie mogą być skutki niewłaściwego przeprowadzenia sprawy. Jeżeli zyskam zaufanie i sympatię ojca chłopaka, to może będę miał możliwość kupna eleganckiego mebla. – Będzie w domu meblościanka na wysoki połysk! Może nawet bez łapówki!”

 

 

Chodziło o postawę kobiet wczoraj i dziś. Wczoraj wiadomo ( z niektórych lekcji i oświatowej prasy) – te wysokich sfer od pokoleń przysposobione do pomiatania służbą i pasożytniczego trybu życia, rozpieszczone, rozhisteryzowane do tego stopnia, by mdleć, kiedy tylko uznają, że tak akurat pasuje. Najmłodszej w towarzystwie pań wyrwał się kiedyś komentarz, że „ przecież panny ze dworu” to musiały być bardzo bezradne i prawie każda, kiedy jej to pasowało zasłaniała się migreną ( W lekturze „ Nad Niemnem ”Elizy Orzeszkowej nazywanej „globusem”). Wtedy Bogusia usłyszała od ciotek coś ciekawego.”

 

„Wyglądało na to, że napastnicy zorientowali się, że oto mają do czynienia pchającymi się w kłopoty wyrośniętymi, rozwiniętymi już fizycznie dziećmi. Albo jeszcze sami nie wiedzieli kogo mają przed sobą.

– Wcale takie głupiutkie ci…ki jak wy nas nie interesują.. Nie cieszcie się niepotrzebnie. Nic wam nie zrobimy.

– Przygód się zachciało? – Dogadał kierujący ciężarówką.

Nie skończyło się tak, jakby się mogło skończyć. Skończyło się jeszcze gorzej!

  Ten paskudny, który śmierdział piwem i trzymał za wykręcone do tyłu ręce Zuzkę odezwał się:

– Same stąd się nie wydostaniecie, więc posłuchajcie.

– Pochlipujące, roztrzęsione jak w febrze, umazane rozpuszczonym we łzach taniutkim tuszem do rzęs przytuliły się do siebie i wysłuchały.

– Woda jest w kranie. Szmaty po kątach. Za wywiezienie stąd macie wysprzątać w domu.

  Zaprowadził do cuchnącego pomieszczenia, które miało być kuchnią. Taką wiejską z piecem fajerkami. Ściany były najprawdopodobniej kiedyś tam otynkowane, bo straszyły czarnymi plamami z przebijającą gdzieniegdzie czarna obwódką. Pierwszym odruchem była chęć ucieczki i Zuzka już kierowała się do wyjścia. Trzasnął drzwiami i zamknął je na klucz!

„Wtedy spotkało ich najgorsze. To, co się dziewczętom potem zdarzyło, nie było podobne do żadnej dramatycznej filmowej sceny, które dotychczas oglądały. Nawet na tych seansach filmowych, na które był wstęp od lat osiemnastu…”